Nagrajcie najgorszy możliwy teledysk
🕐 Godzina–dwieJedna piosenka, telefon, zero wstydu. Efekt zostaje w galerii na lata i za każdym razem działa.
Zebraliśmy 73 pomysły na wieczór ze znajomymi, które zajmą godzinę–dwie. Z tego 54 nie kosztuje ani złotówki, a 56 zrobisz bez wychodzenia z domu. Każdy da się zrealizować tego samego dnia, bez planowania i bez rezerwacji. Jeśli nie chcesz wybierać, kliknij „Losuj pomysł" — strona wybierze jeden za Ciebie.
Wylosuj jeden z tych 73 pomysłyTrzy pozycje z tej listy, które wymagają najmniej pieniędzy i najmniej przygotowania.
Jedna piosenka, telefon, zero wstydu. Efekt zostaje w galerii na lata i za każdym razem działa.
Miasto ze światłami z góry o drugiej w nocy. Legalnie — taras widokowy, parking wielopoziomowy, wzgórze za miastem.
Przewińcie archiwum do 2016 roku. Zażenowanie na poziomie, którego żaden film nie osiągnie.
Godzina, jedna zagadka, cztery osoby przekrzykujące się nawzajem. Sprawdza znajomości lepiej niż niejedna rozmowa.
Ktoś czyta rzadkie słowo ze słownika, reszta wymyśla definicje. Wygrywa ten, kogo kłamstwo wzięto za prawdę.
Puste ścieżki, zero samochodów, ciepłe powietrze. Latem najlepszy możliwy sposób na zmarnowaną noc.
Od najlepszego do najgorszego, z obroną każdego miejsca. Kończy się awanturą o część trzecią.
Kręgielnie działają do późna i po dwudziestej drugiej bywają tańsze. Dwie godziny, zero umiejętności wymaganych.
Melodia z czegoś znanego, słowa własne, o rzeczach zupełnie zwyczajnych. Nagranie obowiązkowe.
Tylko Ź, F, G i H. Nagle wszyscy udowadniają, że „Fiji" to państwo, a „Fąfara" to imię.
Prawdziwy namiot, prawdziwe śpiwory, latarka zamiast lampy. Biwak bez komarów i bez jazdy.
Kto zrobi najbardziej okrągły, kto przerzuci bez łopatki. Śniadanie o trzeciej w nocy to część nagrody.
Curling, snooker, zawody w rąbaniu drewna. Komentowanie sportu bez znajomości zasad jest lepsze niż sam sport.
Wersja, która powinna była powstać. Można na kartce, można na głos przy herbacie.
Włączcie dowolny film bez dźwięku i mówcie za bohaterów. Po dziesięciu minutach fabuła nie ma nic wspólnego z oryginałem.
Ciasto, chleb, cokolwiek z długim czasem pieczenia. Zapach o drugiej w nocy jest wart samego czekania.
Losowa piosenka, trzydzieści sekund, publiczność ocenia w skali od jednego do dziesięciu. Im mniej talentu, tym więcej punktów.
Trasa po znanych ścianach w mieście, latarka i telefon. Oświetlone punktowo malowidła wyglądają inaczej niż w dzień.
Dwie drużyny, hasła wypisane na karteczkach przez przeciwników. Im głupsze hasła, tym lepszy wieczór.
Trzy piłki, dwie godziny, jeden filmik instruktażowy. Wychodzi każdemu, kto nie odpuści po pierwszym kwadransie.
Miasto o trzeciej w nocy to inne miasto niż o trzeciej po południu. Ta sama ulica, zerowy tłum, zupełnie inny dźwięk.
Start na trzy-dwa-jeden i rozmowa na słuchawkach przez cały seans. Działa lepiej niż się wydaje.
Większe miasta mają quizy w środku tygodnia, wejście zwykle za darmo. Drużyna z ulicy potrafi wygrać.
Trzydzieści sekund kawałka, kto pierwszy poda tytuł. Playlisty z lat dziewięćdziesiątych działają najlepiej.
Całe mieszkanie, zgaszone światła, jedna latarka. Dorośli ludzie, a poziom emocji jak w podstawówce.
Krzesła, koce, klamerki, lampki. Brzmi dziecinnie do momentu, w którym leżycie w środku z herbatą i nie chce wam się wychodzić.
Wsiądźcie w autobus i wysiądźcie na losowym przystanku. We własnym mieście da się jeszcze zabłądzić.
Konkretnie: loty, hotel, trasa dnia po dniu, budżet. Połowa przyjemności z wyjazdu bez wydawania złotówki. Czasem kończy się rezerwacją.
Piekarnie zaczynają piec około trzeciej. Ciepłe pieczywo prosto z pieca o świcie to nagroda za nieprzespaną noc.
Trzydzieści sekund choreografii, dwie godziny nauki, jedno nagranie na koniec. Wieczór zamyka się sam.
Koc, świeczki, coś do jedzenia, zero planu. Balkon o pierwszej w nocy jest lepszym miejscem, niż się wydaje.
Za każdy stracony pionek jedno zadanie od przeciwnika — od zaśpiewania refrenu po zmywanie. Warcaby nagle robią się grą towarzyską.
Cztery paczki, zawiązane oczy, kto rozpozna więcej smaków. Wychodzi, że nikt nie odróżnia zielonej cebulki od papryki.
Nożyczki, klej, stos makulatury. Wycinanie liter i sklejanie absurdalnych nagłówków wciąga na kilka godzin.
Bez nożyczek — warkocze, żele, spinki, wszystko, co jest w łazience. Zdjęcia przed i po obowiązkowe.
Kto to jest, dokąd idzie o tej porze, co się właśnie stało. Ćwiczenie pisarskie, które działa najlepiej na nocnym przystanku.
Po jednym zdaniu każde, bez ustalania fabuły. Po stronie tekstu wychodzi coś, czego nikt nie zaplanował.
Ostatni kurs, do końca trasy, bez wysiadania. Zobaczycie dzielnice, o których istnieniu nie mieliście pojęcia.
Cztery herbaty, cztery sery, cztery rodzaje czekolady. Karty ocen na kartce i pełna powaga.
Pełna analiza fabuły kreskówki albo drzewo zależności w waszej paczce znajomych. Duża kartka i flamastry.
Sto pozycji, bez cenzury, od głupich po poważne. Zajmuje cały wieczór, a starcza na lata.
Tarcza kosztuje tyle co obiad i wisi latami. Wieczory z rzutkami mają to do siebie, że nie chcą się kończyć.
Pełna sesja zdjęciowa z pozami. Wynik nadaje się wyłącznie do prywatnego folderu, ale śmiech zostaje na cały wieczór.
Każdy układa drugiemu jedną rzecz na każdy dzień. Wykonanie obowiązkowe, negocjacje żadne.
Kto naprawdę mieszka pod trójką i czemu wraca o czwartej. Im bardziej absurdalne wyjaśnienie, tym lepiej.
Pięć minut na partię. Szachy przestają być nudne dokładnie w momencie, gdy zaczyna lecieć zegar.
Część pływalni ma wejścia do dwudziestej drugiej i tańsze bilety wieczorem. Pusta woda to zupełnie inny basen.
Każdy wybiera trzy zdjęcia z galerii drugiej osoby, ta musi ułożyć z nich jedną spójną historię.
Każdy przygotowuje pięć pytań o sobie. Wygrywa ten, kto najlepiej zna resztę towarzystwa — i zwykle wygrywa ktoś nieoczywisty.
Fabułę trzeba zgadywać z obrazu. Potem sprawdzacie opis i porównujecie z tym, co wam wyszło.
Przewińcie galerię do samego początku. Gwarantowane trzy godziny, z czego połowa na „a pamiętasz".
Trzy miejsca, w każdym po jednej rzeczy, ranking na koniec. Nocne jedzenie z ulicy to osobna kategoria.
Pełna drabinka, przegrany odpada, zwycięzca nie zmywa przez tydzień. Stawka podnosi poziom krzyku.
Jedno pudełko, podzielcie elementy po równo, każdy układa swój fragment na czas. Potem sklejacie w całość.
Klocki, makaron, papier, taśma. Trzydzieści minut, najwyższa konstrukcja wygrywa.
Każdy swoją, potem porównanie. Zaskakująco często okazuje się, że połowa pozycji się pokrywa.
Stare automaty, flippery, gry zręcznościowe. Wieczór kosztuje tyle, ile wrzucicie monet.
Im niższa ocena, tym lepiej. Komentowanie na bieżąco jest tu całą rozrywką, nie film.
Godziny materiału w sieci. Połowę pamiętacie słowo w słowo i sami nie wiecie, skąd.
Od najlepszego do najgorszego produktu w lodówce. Uzasadnienia obowiązkowe, kłótnie gwarantowane.
Filmy po dziesięć minut, każdy wybiera po dwa. Idealne, gdy nikt nie ma siły na dwugodzinny seans.
Karty leżą w szufladzie od lat. Zapałki zamiast pieniędzy sprawiają, że nikt nie wychodzi obrażony, a emocje zostają.
Temat: cokolwiek, na czym się nie znacie. Dyktafon w telefonie wystarczy. Odsłuchanie po tygodniu to osobna rozrywka.
Przerzucanie shakera albo warstwowy drink. Rozlejecie połowę, ale nauczycie się obie osoby.
Krzesło, czajnik, kaloryfer — po pięć zdań w stylu prawdziwej recenzji, z gwiazdkami. Absurd rośnie z każdą pozycją.
Jedna darmowa gra, wszyscy instalują, trzy rundy, tabela wyników na kartce. Zero przygotowań.
Neony, latarnie, mokry asfalt. Telefon w zupełności wystarczy, a zdjęcia wychodzą lepiej niż w dzień.
Konkurs na najgorszą nazwę zakładu fryzjerskiego. Materiału w każdym polskim mieście starczy na kilka nocy.
Pytania od absurdalnych po naprawdę trudne. Wieczór potrafi zejść w miejsca, o których się wcześniej nie rozmawiało.
Stół wynajmowany na godziny, poziom umiejętności bez znaczenia. Działa i we dwoje, i w czwórkę.
Sąsiedzi śpią, więc śpiewacie na granicy słyszalności. Absurd tego pomysłu jest jednocześnie jego całą zaletą.
Jeśli ktoś zachował zeszyty ze szkoły, wieczór jest ustawiony. Jeśli nie — wystarczą stare wpisy z internetu.
To, co jest w szafce, w proporcjach z powietrza. Nazwa i etykieta obowiązkowe, przepis zapisany na przyszłość.
Do wyboru jest 73 pomysły. Na start najlepiej sprawdzają się „Wymyślajcie historie mijanych ludzi", „Obejrzyjcie stare reklamy z lat dziewięćdziesiątych" i „Zagrajcie w chowanego po ciemku" — są tanie albo darmowe i nie wymagają przygotowania. Pełna lista jest na tej stronie, a przycisk losowania wybierze jeden pomysł za Ciebie, jeśli sam wybór jest problemem.
54 z 73 nie kosztuje nic — na przykład „Zbudujcie fort z koców" albo „Obejrzyjcie swoje stare zdjęcia". Pozostałe wymagają drobnych wydatków, a 3 wymagają realnych pieniędzy. Oznaczenia budżetu są przy każdej karcie.
Nie. 56 z 73 zrobisz u siebie, 17 wymaga wyjścia. Jeśli jest późno albo pogoda odpada, filtr „W domu" zostawi tylko tę pierwszą grupę.
Ta lista to 73 z 150 pomysłów w całej bazie, bo filtry coś odcięły. Najbliższy szerszy zestaw to „Co robić przez godzinę wieczorem" — 110 pomysłów. Możesz też wejść na pełną listę i przewinąć wszystko naraz albo wrócić na stronę główną i odznaczyć jeden filtr przed losowaniem.