Zbudujcie fort z koców
Krzesła, koce, klamerki, lampki. Brzmi dziecinnie do momentu, w którym leżycie w środku z herbatą i nie chce wam się wychodzić.
Zebraliśmy 51 pomysłów na wieczór na głupoty, za darmo. Każdy z nich da się zrealizować tego samego dnia, bez planowania i bez rezerwacji. Jeśli nie chcesz wybierać, kliknij „Losuj pomysł" — strona wybierze jeden za Ciebie.
Wylosuj jeden pomysłKrzesła, koce, klamerki, lampki. Brzmi dziecinnie do momentu, w którym leżycie w środku z herbatą i nie chce wam się wychodzić.
Przewińcie galerię do samego początku. Gwarantowane trzy godziny, z czego połowa na „a pamiętasz".
Każde dorzuca dziesięć kawałków z czasów, gdy się poznaliście. Potem słuchacie i tłumaczycie się z wyborów.
Dwie drużyny, hasła wypisane na karteczkach przez przeciwników. Im głupsze hasła, tym lepszy wieczór.
Tylko Ź, F, G i H. Nagle wszyscy udowadniają, że „Fiji" to państwo, a „Fąfara" to imię.
Każdy przygotowuje pięć pytań o sobie. Wygrywa ten, kto najlepiej zna resztę towarzystwa — i zwykle wygrywa ktoś nieoczywisty.
Kosz na śmieci, zwinięte skarpetki, linia z taśmy na podłodze. Dziesięć rzutów, komentarz sportowy obowiązkowy.
Włączcie dowolny film bez dźwięku i mówcie za bohaterów. Po dziesięciu minutach fabuła nie ma nic wspólnego z oryginałem.
Ktoś czyta rzadkie słowo ze słownika, reszta wymyśla definicje. Wygrywa ten, kogo kłamstwo wzięto za prawdę.
Przewińcie archiwum do 2016 roku. Zażenowanie na poziomie, którego żaden film nie osiągnie.
Jedna piosenka, telefon, zero wstydu. Efekt zostaje w galerii na lata i za każdym razem działa.
Losowa piosenka, trzydzieści sekund, publiczność ocenia w skali od jednego do dziesięciu. Im mniej talentu, tym więcej punktów.
Pełna sesja zdjęciowa z pozami. Wynik nadaje się wyłącznie do prywatnego folderu, ale śmiech zostaje na cały wieczór.
Kto naprawdę mieszka pod trójką i czemu wraca o czwartej. Im bardziej absurdalne wyjaśnienie, tym lepiej.
Sąsiedzi śpią, więc śpiewacie na granicy słyszalności. Absurd tego pomysłu jest jednocześnie jego całą zaletą.
Temat: czy kanapka to kanapka, gdy chleb jest na wierzchu. Argumentować trzeba śmiertelnie poważnie.
Od najlepszego do najgorszego produktu w lodówce. Uzasadnienia obowiązkowe, kłótnie gwarantowane.
Po jednym zdaniu każde, bez ustalania fabuły. Po stronie tekstu wychodzi coś, czego nikt nie zaplanował.
Portret drugiej osoby, ołówek nie odrywa się od papieru, wzrok tylko na modelu. Efekty wieszacie na lodówce.
Temat: cokolwiek, na czym się nie znacie. Dyktafon w telefonie wystarczy. Odsłuchanie po tygodniu to osobna rozrywka.
Wersja, która powinna była powstać. Można na kartce, można na głos przy herbacie.
Trzy kawałki na cały regulator w słuchawkach. Nikt nie patrzy, więc nie ma czego udawać.
Jedna, ale porządnie, do poziomu pokazania jej komuś bez wpadki. Materiału w sieci jest na całą noc.
Fabułę trzeba zgadywać z obrazu. Potem sprawdzacie opis i porównujecie z tym, co wam wyszło.
Od najlepszego do najgorszego, z obroną każdego miejsca. Kończy się awanturą o część trzecią.
Im niższa ocena, tym lepiej. Komentowanie na bieżąco jest tu całą rozrywką, nie film.
Każdy układa drugiemu jedną rzecz na każdy dzień. Wykonanie obowiązkowe, negocjacje żadne.
To, co leciało w telewizji w podstawówce. Połowa odcinków okazuje się lepsza, niż pamiętacie, połowa dużo gorsza.
Melodia z czegoś znanego, słowa własne, o rzeczach zupełnie zwyczajnych. Nagranie obowiązkowe.
Brzmi absurdalnie, dopóki nie stanie za tym stawka — kto parzy herbatę przez tydzień.
Trzy piłki, dwie godziny, jeden filmik instruktażowy. Wychodzi każdemu, kto nie odpuści po pierwszym kwadransie.
Każdy wybiera trzy zdjęcia z galerii drugiej osoby, ta musi ułożyć z nich jedną spójną historię.
Trzydzieści sekund kawałka, kto pierwszy poda tytuł. Playlisty z lat dziewięćdziesiątych działają najlepiej.
Curling, snooker, zawody w rąbaniu drewna. Komentowanie sportu bez znajomości zasad jest lepsze niż sam sport.
W każdym mieszkaniu takie stoi. Zawartość zawsze okazuje się warta jednego wieczoru.
Prawdziwy namiot, prawdziwe śpiwory, latarka zamiast lampy. Biwak bez komarów i bez jazdy.
Pytania od absurdalnych po naprawdę trudne. Wieczór potrafi zejść w miejsca, o których się wcześniej nie rozmawiało.
Bez nożyczek — warkocze, żele, spinki, wszystko, co jest w łazience. Zdjęcia przed i po obowiązkowe.
Krzesło, czajnik, kaloryfer — po pięć zdań w stylu prawdziwej recenzji, z gwiazdkami. Absurd rośnie z każdą pozycją.
Las po zmroku brzmi zupełnie inaczej. Wystarczy skraj lasu i godzina, żeby to poczuć — czołówki obowiązkowo.
Godziny materiału w sieci. Połowę pamiętacie słowo w słowo i sami nie wiecie, skąd.
Trzydzieści sekund choreografii, dwie godziny nauki, jedno nagranie na koniec. Wieczór zamyka się sam.
Jeśli ktoś zachował zeszyty ze szkoły, wieczór jest ustawiony. Jeśli nie — wystarczą stare wpisy z internetu.
Pełna analiza fabuły kreskówki albo drzewo zależności w waszej paczce znajomych. Duża kartka i flamastry.
Całe mieszkanie, zgaszone światła, jedna latarka. Dorośli ludzie, a poziom emocji jak w podstawówce.
Za każdy stracony pionek jedno zadanie od przeciwnika — od zaśpiewania refrenu po zmywanie. Warcaby nagle robią się grą towarzyską.
Pompki, żonglowanie, deska, układanie kart w wieżę. Wybierz jedną rzecz i bij ją przez godzinę, zapisując wyniki.
Kto to jest, dokąd idzie o tej porze, co się właśnie stało. Ćwiczenie pisarskie, które działa najlepiej na nocnym przystanku.
Przewodnik w ręce, zdjęcia pod pomnikami, pełne zaangażowanie. Absurd polega na tym, że naprawdę zobaczysz nowe rzeczy.
Konkurs na najgorszą nazwę zakładu fryzjerskiego. Materiału w każdym polskim mieście starczy na kilka nocy.
Własna klatka schodowa, stoper, jedno wejście na czas — po cichu, żeby nie budzić sąsiadów. Głupie, męczące i zaskakująco wciągające.