Zagrajcie w grę „co by było, gdyby"
⚡ Pół godzinyPytania od absurdalnych po naprawdę trudne. Wieczór potrafi zejść w miejsca, o których się wcześniej nie rozmawiało.
Zebraliśmy 50 pomysłów na głupoty, które zajmą godzinę–dwie. Z tego 42 nie kosztuje ani złotówki, a 45 zrobisz bez wychodzenia z domu. Każdy da się zrealizować tego samego dnia, bez planowania i bez rezerwacji. Jeśli nie chcesz wybierać, kliknij „Losuj pomysł" — strona wybierze jeden za Ciebie.
Wylosuj jeden z tych 50 pomysłówTrzy pozycje z tej listy, które wymagają najmniej pieniędzy i najmniej przygotowania.
Pytania od absurdalnych po naprawdę trudne. Wieczór potrafi zejść w miejsca, o których się wcześniej nie rozmawiało.
Pompki, żonglowanie, deska, układanie kart w wieżę. Wybierz jedną rzecz i bij ją przez godzinę, zapisując wyniki.
Każdy wybiera trzy zdjęcia z galerii drugiej osoby, ta musi ułożyć z nich jedną spójną historię.
To, co jest w szafce, w proporcjach z powietrza. Nazwa i etykieta obowiązkowe, przepis zapisany na przyszłość.
Sąsiedzi śpią, więc śpiewacie na granicy słyszalności. Absurd tego pomysłu jest jednocześnie jego całą zaletą.
Stare automaty, flippery, gry zręcznościowe. Wieczór kosztuje tyle, ile wrzucicie monet.
Ktoś czyta rzadkie słowo ze słownika, reszta wymyśla definicje. Wygrywa ten, kogo kłamstwo wzięto za prawdę.
Każde dorzuca dziesięć kawałków z czasów, gdy się poznaliście. Potem słuchacie i tłumaczycie się z wyborów.
Przewińcie archiwum do 2016 roku. Zażenowanie na poziomie, którego żaden film nie osiągnie.
Od najlepszego do najgorszego produktu w lodówce. Uzasadnienia obowiązkowe, kłótnie gwarantowane.
Przerzucanie shakera albo warstwowy drink. Rozlejecie połowę, ale nauczycie się obie osoby.
Konkurs na najgorszą nazwę zakładu fryzjerskiego. Materiału w każdym polskim mieście starczy na kilka nocy.
Przewińcie galerię do samego początku. Gwarantowane trzy godziny, z czego połowa na „a pamiętasz".
Dwie drużyny, hasła wypisane na karteczkach przez przeciwników. Im głupsze hasła, tym lepszy wieczór.
Krzesło, czajnik, kaloryfer — po pięć zdań w stylu prawdziwej recenzji, z gwiazdkami. Absurd rośnie z każdą pozycją.
Trzydzieści sekund kawałka, kto pierwszy poda tytuł. Playlisty z lat dziewięćdziesiątych działają najlepiej.
Temat: cokolwiek, na czym się nie znacie. Dyktafon w telefonie wystarczy. Odsłuchanie po tygodniu to osobna rozrywka.
Trzy miejsca, w każdym po jednej rzeczy, ranking na koniec. Nocne jedzenie z ulicy to osobna kategoria.
Każdy układa drugiemu jedną rzecz na każdy dzień. Wykonanie obowiązkowe, negocjacje żadne.
Całe mieszkanie, zgaszone światła, jedna latarka. Dorośli ludzie, a poziom emocji jak w podstawówce.
Godziny materiału w sieci. Połowę pamiętacie słowo w słowo i sami nie wiecie, skąd.
Pełna analiza fabuły kreskówki albo drzewo zależności w waszej paczce znajomych. Duża kartka i flamastry.
Kto zrobi najbardziej okrągły, kto przerzuci bez łopatki. Śniadanie o trzeciej w nocy to część nagrody.
Trzy piłki, dwie godziny, jeden filmik instruktażowy. Wychodzi każdemu, kto nie odpuści po pierwszym kwadransie.
Cztery herbaty, cztery sery, cztery rodzaje czekolady. Karty ocen na kartce i pełna powaga.
Krzesła, koce, klamerki, lampki. Brzmi dziecinnie do momentu, w którym leżycie w środku z herbatą i nie chce wam się wychodzić.
Prawdziwy namiot, prawdziwe śpiwory, latarka zamiast lampy. Biwak bez komarów i bez jazdy.
Losowa piosenka, trzydzieści sekund, publiczność ocenia w skali od jednego do dziesięciu. Im mniej talentu, tym więcej punktów.
Jeśli ktoś zachował zeszyty ze szkoły, wieczór jest ustawiony. Jeśli nie — wystarczą stare wpisy z internetu.
Pełna sesja zdjęciowa z pozami. Wynik nadaje się wyłącznie do prywatnego folderu, ale śmiech zostaje na cały wieczór.
Jedna, ale porządnie, do poziomu pokazania jej komuś bez wpadki. Materiału w sieci jest na całą noc.
Ostatni kurs, do końca trasy, bez wysiadania. Zobaczycie dzielnice, o których istnieniu nie mieliście pojęcia.
Kto naprawdę mieszka pod trójką i czemu wraca o czwartej. Im bardziej absurdalne wyjaśnienie, tym lepiej.
Fabułę trzeba zgadywać z obrazu. Potem sprawdzacie opis i porównujecie z tym, co wam wyszło.
Im niższa ocena, tym lepiej. Komentowanie na bieżąco jest tu całą rozrywką, nie film.
Za każdy stracony pionek jedno zadanie od przeciwnika — od zaśpiewania refrenu po zmywanie. Warcaby nagle robią się grą towarzyską.
Od najlepszego do najgorszego, z obroną każdego miejsca. Kończy się awanturą o część trzecią.
Po jednym zdaniu każde, bez ustalania fabuły. Po stronie tekstu wychodzi coś, czego nikt nie zaplanował.
Każdy przygotowuje pięć pytań o sobie. Wygrywa ten, kto najlepiej zna resztę towarzystwa — i zwykle wygrywa ktoś nieoczywisty.
Tylko Ź, F, G i H. Nagle wszyscy udowadniają, że „Fiji" to państwo, a „Fąfara" to imię.
Wersja, która powinna była powstać. Można na kartce, można na głos przy herbacie.
Bez nożyczek — warkocze, żele, spinki, wszystko, co jest w łazience. Zdjęcia przed i po obowiązkowe.
Włączcie dowolny film bez dźwięku i mówcie za bohaterów. Po dziesięciu minutach fabuła nie ma nic wspólnego z oryginałem.
W każdym mieszkaniu takie stoi. Zawartość zawsze okazuje się warta jednego wieczoru.
Trzydzieści sekund choreografii, dwie godziny nauki, jedno nagranie na koniec. Wieczór zamyka się sam.
Curling, snooker, zawody w rąbaniu drewna. Komentowanie sportu bez znajomości zasad jest lepsze niż sam sport.
Cztery paczki, zawiązane oczy, kto rozpozna więcej smaków. Wychodzi, że nikt nie odróżnia zielonej cebulki od papryki.
Melodia z czegoś znanego, słowa własne, o rzeczach zupełnie zwyczajnych. Nagranie obowiązkowe.
Kto to jest, dokąd idzie o tej porze, co się właśnie stało. Ćwiczenie pisarskie, które działa najlepiej na nocnym przystanku.
Jedna piosenka, telefon, zero wstydu. Efekt zostaje w galerii na lata i za każdym razem działa.
Do wyboru jest 50 pomysłów. Na start najlepiej sprawdzają się „Wymyślajcie historie mijanych ludzi", „Obejrzyjcie stare reklamy z lat dziewięćdziesiątych" i „Zróbcie sobie nawzajem plan na przyszły tydzień" — są tanie albo darmowe i nie wymagają przygotowania. Pełna lista jest na tej stronie, a przycisk losowania wybierze jeden pomysł za Ciebie, jeśli sam wybór jest problemem.
42 z 50 nie kosztuje nic — na przykład „Zbudujcie fort z koców" albo „Obejrzyjcie swoje stare zdjęcia". Pozostałe wymagają drobnych wydatków, ale rzędu kilkunastu złotych. Oznaczenia budżetu są przy każdej karcie.
Nie. 45 z 50 zrobisz u siebie, 5 wymaga wyjścia. Jeśli jest późno albo pogoda odpada, filtr „W domu" zostawi tylko tę pierwszą grupę.
Ta lista to 50 z 150 pomysłów w całej bazie, bo filtry coś odcięły. Najbliższy szerszy zestaw to „Co robić przez godzinę wieczorem" — 110 pomysłów. Możesz też wejść na pełną listę i przewinąć wszystko naraz albo wrócić na stronę główną i odznaczyć jeden filtr przed losowaniem.