Nagrajcie najgorszy możliwy teledysk
🕐 Godzina–dwieJedna piosenka, telefon, zero wstydu. Efekt zostaje w galerii na lata i za każdym razem działa.
Zebraliśmy 114 pomysłów na wieczór dla par. Z tego 83 nie kosztuje ani złotówki, 25 zaczniesz i skończysz w pół godziny, a 86 zrobisz bez wychodzenia z domu. Każdy da się zrealizować tego samego dnia, bez planowania i bez rezerwacji. Jeśli nie chcesz wybierać, kliknij „Losuj pomysł" — strona wybierze jeden za Ciebie.
Wylosuj jeden z tych 114 pomysłówTrzy pozycje z tej listy, które wymagają najmniej pieniędzy i najmniej przygotowania.
Jedna piosenka, telefon, zero wstydu. Efekt zostaje w galerii na lata i za każdym razem działa.
Brzmi absurdalnie, dopóki nie stanie za tym stawka — kto parzy herbatę przez tydzień.
Temat: czy kanapka to kanapka, gdy chleb jest na wierzchu. Argumentować trzeba śmiertelnie poważnie.
Curling, snooker, zawody w rąbaniu drewna. Komentowanie sportu bez znajomości zasad jest lepsze niż sam sport.
Sprawdźcie godzinę, ustawcie budzik, znajdźcie punkt z widokiem. Nieprzespana noc nagle ma sens.
Melodia z czegoś znanego, słowa własne, o rzeczach zupełnie zwyczajnych. Nagranie obowiązkowe.
Kartka jako plansza, guziki jako pionki, zasady wymyślane na bieżąco. Do rana powstaje coś, w co da się grać.
Łóżko pod inną ścianę, biurko do okna. Rano budzisz się w innym mieszkaniu, a kosztowało zero.
Ciasto, chleb, cokolwiek z długim czasem pieczenia. Zapach o drugiej w nocy jest wart samego czekania.
Dwadzieścia minut instruktażu, potem po piętnaście minut na osobę. Wieczór, po którym naprawdę się śpi.
Każde pisze osobno, zaklejacie koperty, chowacie na dno szuflady. Ustawcie przypomnienie w telefonie na konkretną datę.
Wybierzcie nazwisko, którego oboje nie znacie, i obejrzyjcie trzy filmy z rzędu. Po każdym pięć minut na kłótnię, który był lepszy.
W każdym mieszkaniu takie stoi. Zawartość zawsze okazuje się warta jednego wieczoru.
Przepis na sześć godzin, którego nikt normalny nie robi w tygodniu. Nocą nie ma pośpiechu, więc w końcu wychodzi.
Kosz na śmieci, zwinięte skarpetki, linia z taśmy na podłodze. Dziesięć rzutów, komentarz sportowy obowiązkowy.
Po jednym rozdziale każde. Słuchanie cudzego głosu przez pół godziny robi z wieczoru coś, czego nie da żaden ekran.
Każde dorzuca dziesięć kawałków z czasów, gdy się poznaliście. Potem słuchacie i tłumaczycie się z wyborów.
Trzy piłki, dwie godziny, jeden filmik instruktażowy. Wychodzi każdemu, kto nie odpuści po pierwszym kwadransie.
Filmy po dziesięć minut, każdy wybiera po dwa. Idealne, gdy nikt nie ma siły na dwugodzinny seans.
Bez nożyczek — warkocze, żele, spinki, wszystko, co jest w łazience. Zdjęcia przed i po obowiązkowe.
Nie przekąskę — pełną kolację, z przystawką i świecami. O drugiej w nocy makaron smakuje inaczej niż o siódmej wieczorem.
Losowo, palcem, bez patrzenia. Potem godzina czytania, co tam właściwie jest. Czasem zostaje na zawsze planem.
To, co leciało w telewizji w podstawówce. Połowa odcinków okazuje się lepsza, niż pamiętacie, połowa dużo gorsza.
Jeden myśli o czymkolwiek, drugi ma dwadzieścia pytań na tak lub nie. Zero rekwizytów, działa nawet w ciemności.
Ten jeden klasyk, przy którym zawsze kiwasz głową udając, że widziałeś. Dziś jest dobra noc.
Pierwsza piosenka boli, druga już nie. Po trzeciej to najlepszy pomysł tego tygodnia.
Zestaw za dwadzieścia złotych i kartka z bloku. Nie chodzi o efekt — chodzi o dwie godziny, w których nie patrzycie w telefon.
Żuraw wygląda na niemożliwy do trzeciego podejścia, potem idzie z pamięci. Papier na wydruki w zupełności wystarczy.
Start na trzy-dwa-jeden i rozmowa na słuchawkach przez cały seans. Działa lepiej niż się wydaje.
Przewińcie galerię do samego początku. Gwarantowane trzy godziny, z czego połowa na „a pamiętasz".
Trzy miejsca, w każdym po jednej rzeczy, ranking na koniec. Nocne jedzenie z ulicy to osobna kategoria.
Konkretnie: loty, hotel, trasa dnia po dniu, budżet. Połowa przyjemności z wyjazdu bez wydawania złotówki. Czasem kończy się rezerwacją.
Wersja, która powinna była powstać. Można na kartce, można na głos przy herbacie.
Neony, latarnie, mokry asfalt. Telefon w zupełności wystarczy, a zdjęcia wychodzą lepiej niż w dzień.
Ostatni kurs, do końca trasy, bez wysiadania. Zobaczycie dzielnice, o których istnieniu nie mieliście pojęcia.
Trzy gry, punkty za miejsca, jeden zwycięzca wieczoru. Drabinka na kartce sprawia, że nawet chińczyk robi się poważny.
Ulica w Tokio, wodopój w Kenii, port w Norwegii — wszystko transmituje na żywo. O trzeciej w nocy wciąga na godziny.
Każdy swoją, potem porównanie. Zaskakująco często okazuje się, że połowa pozycji się pokrywa.
Godzina, jedna zagadka, cztery osoby przekrzykujące się nawzajem. Sprawdza znajomości lepiej niż niejedna rozmowa.
Tylko Ź, F, G i H. Nagle wszyscy udowadniają, że „Fiji" to państwo, a „Fąfara" to imię.
Im niższa ocena, tym lepiej. Komentowanie na bieżąco jest tu całą rozrywką, nie film.
Przewodnik w ręce, zdjęcia pod pomnikami, pełne zaangażowanie. Absurd polega na tym, że naprawdę zobaczysz nowe rzeczy.
Głębinowe rybołówstwo, historia czcionek, cokolwiek. Najlepsze wieczory wychodzą z tematów wybranych przypadkiem.
Dwadzieścia minut od świateł wystarczy, żeby zobaczyć Drogę Mleczną. Weźcie koc i aplikację do rozpoznawania gwiazdozbiorów.
Koc, świeczki, coś do jedzenia, zero planu. Balkon o pierwszej w nocy jest lepszym miejscem, niż się wydaje.
Trzydzieści sekund kawałka, kto pierwszy poda tytuł. Playlisty z lat dziewięćdziesiątych działają najlepiej.
Karty leżą w szufladzie od lat. Zapałki zamiast pieniędzy sprawiają, że nikt nie wychodzi obrażony, a emocje zostają.
Małe kluby grają codziennie, wejściówki bywają za dwadzieścia złotych. Czasem trafia się zespół, który za rok gra na dużych scenach.
Po jednym zdaniu każde, bez ustalania fabuły. Po stronie tekstu wychodzi coś, czego nikt nie zaplanował.
Pełna sesja zdjęciowa z pozami. Wynik nadaje się wyłącznie do prywatnego folderu, ale śmiech zostaje na cały wieczór.
Klocki, makaron, papier, taśma. Trzydzieści minut, najwyższa konstrukcja wygrywa.
Dyktafon w telefonie, dziesięć miejsc, po minucie z każdego. Nocne miasto brzmi zupełnie inaczej, niż je pamiętasz.
Miasto o trzeciej w nocy to inne miasto niż o trzeciej po południu. Ta sama ulica, zerowy tłum, zupełnie inny dźwięk.
Trasa po znanych ścianach w mieście, latarka i telefon. Oświetlone punktowo malowidła wyglądają inaczej niż w dzień.
Za każdy stracony pionek jedno zadanie od przeciwnika — od zaśpiewania refrenu po zmywanie. Warcaby nagle robią się grą towarzyską.
Pięć minut na partię. Szachy przestają być nudne dokładnie w momencie, gdy zaczyna lecieć zegar.
Miasto ze światłami z góry o drugiej w nocy. Legalnie — taras widokowy, parking wielopoziomowy, wzgórze za miastem.
Kto naprawdę mieszka pod trójką i czemu wraca o czwartej. Im bardziej absurdalne wyjaśnienie, tym lepiej.
Telefon na parapecie, tryb nocny, dziesięć sekund naświetlania. Światła samochodów zamieniają się w smugi.
Portret drugiej osoby, ołówek nie odrywa się od papieru, wzrok tylko na modelu. Efekty wieszacie na lodówce.
Cztery herbaty, cztery sery, cztery rodzaje czekolady. Karty ocen na kartce i pełna powaga.
Przerzucanie shakera albo warstwowy drink. Rozlejecie połowę, ale nauczycie się obie osoby.
Piekarnie zaczynają piec około trzeciej. Ciepłe pieczywo prosto z pieca o świcie to nagroda za nieprzespaną noc.
Kolory ścian, układ mebli, sklepy, budżet. Połowa mieszkań w Polsce powstała z takiej rozmowy o drugiej w nocy.
Archiwalne mapy są w sieci za darmo. Sprawdzenie, co stało na miejscu waszego bloku, zajmuje resztę nocy.
Temat: cokolwiek, na czym się nie znacie. Dyktafon w telefonie wystarczy. Odsłuchanie po tygodniu to osobna rozrywka.
Każdy wybiera trzy zdjęcia z galerii drugiej osoby, ta musi ułożyć z nich jedną spójną historię.
Całe mieszkanie, zgaszone światła, jedna latarka. Dorośli ludzie, a poziom emocji jak w podstawówce.
Trzydzieści sekund choreografii, dwie godziny nauki, jedno nagranie na koniec. Wieczór zamyka się sam.
Stare szyldy, witryny, kasetony. W wielu miastach to znikająca rzecz — warto ją mieć na dysku, zanim zgaśnie.
Kto to jest, dokąd idzie o tej porze, co się właśnie stało. Ćwiczenie pisarskie, które działa najlepiej na nocnym przystanku.
Nożyczki, klej, stos makulatury. Wycinanie liter i sklejanie absurdalnych nagłówków wciąga na kilka godzin.
Stół wynajmowany na godziny, poziom umiejętności bez znaczenia. Działa i we dwoje, i w czwórkę.
Cztery paczki, zawiązane oczy, kto rozpozna więcej smaków. Wychodzi, że nikt nie odróżnia zielonej cebulki od papryki.
Wędka, termos, cztery godziny ciszy nad wodą — z ważnym zezwoleniem i kartą wędkarską. Nie chodzi o ryby, chodzi o to, co się dzieje w międzyczasie.
Kto zrobi najbardziej okrągły, kto przerzuci bez łopatki. Śniadanie o trzeciej w nocy to część nagrody.
Nie chińczyk — jest cała półka gier zrobionych wyłącznie pod dwóch graczy. Partia schodzi po czterdzieści minut.
Zgaszone światło, jedna historia, dwie osoby leżące w ciemności. Radiowe słuchowiska są darmowe i wciąż świetne.
Konkurs na najgorszą nazwę zakładu fryzjerskiego. Materiału w każdym polskim mieście starczy na kilka nocy.
Kina robią noce z trzema filmami z rzędu, często taniej niż dwa zwykłe bilety. Śpiwór opcjonalny.
Każdy przygotowuje pięć pytań o sobie. Wygrywa ten, kto najlepiej zna resztę towarzystwa — i zwykle wygrywa ktoś nieoczywisty.
Krzesło, czajnik, kaloryfer — po pięć zdań w stylu prawdziwej recenzji, z gwiazdkami. Absurd rośnie z każdą pozycją.
Pytania od absurdalnych po naprawdę trudne. Wieczór potrafi zejść w miejsca, o których się wcześniej nie rozmawiało.
Kina grają nocne pokazy klasyków taniej niż wieczorne seanse. Sala prawie pusta, klimat nie do podrobienia.
Włączcie dowolny film bez dźwięku i mówcie za bohaterów. Po dziesięciu minutach fabuła nie ma nic wspólnego z oryginałem.
Jedno pudełko, podzielcie elementy po równo, każdy układa swój fragment na czas. Potem sklejacie w całość.
Wsiądźcie w autobus i wysiądźcie na losowym przystanku. We własnym mieście da się jeszcze zabłądzić.
Pełna analiza fabuły kreskówki albo drzewo zależności w waszej paczce znajomych. Duża kartka i flamastry.
Jeśli ktoś zachował zeszyty ze szkoły, wieczór jest ustawiony. Jeśli nie — wystarczą stare wpisy z internetu.
Godziny materiału w sieci. Połowę pamiętacie słowo w słowo i sami nie wiecie, skąd.
Od najlepszego do najgorszego produktu w lodówce. Uzasadnienia obowiązkowe, kłótnie gwarantowane.
Jedna darmowa gra, wszyscy instalują, trzy rundy, tabela wyników na kartce. Zero przygotowań.
Tarcza kosztuje tyle co obiad i wisi latami. Wieczory z rzutkami mają to do siebie, że nie chcą się kończyć.
Wszystkie urządzenia do pudełka na trzy godziny. Pierwsze dwadzieścia minut boli, potem robi się ciekawie.
Pełna drabinka, przegrany odpada, zwycięzca nie zmywa przez tydzień. Stawka podnosi poziom krzyku.
Las po zmroku brzmi zupełnie inaczej. Wystarczy skraj lasu i godzina, żeby to poczuć — czołówki obowiązkowo.
Sto pozycji, bez cenzury, od głupich po poważne. Zajmuje cały wieczór, a starcza na lata.
Stare automaty, flippery, gry zręcznościowe. Wieczór kosztuje tyle, ile wrzucicie monet.
Część pływalni ma wejścia do dwudziestej drugiej i tańsze bilety wieczorem. Pusta woda to zupełnie inny basen.
Rozsyp na stole i zacznij od brzegów. Godzina mija niezauważona, a głowa wreszcie się wycisza.
Prawdziwy namiot, prawdziwe śpiwory, latarka zamiast lampy. Biwak bez komarów i bez jazdy.
Każdy układa drugiemu jedną rzecz na każdy dzień. Wykonanie obowiązkowe, negocjacje żadne.
Puste ścieżki, zero samochodów, ciepłe powietrze. Latem najlepszy możliwy sposób na zmarnowaną noc.
Maseczki, ciepły ręcznik, playlista bez słów, telefony w drugim pokoju. Godzina i wychodzicie jak z innego dnia.
Od najlepszego do najgorszego, z obroną każdego miejsca. Kończy się awanturą o część trzecią.
Konkretnie jedną, nie całe mieszkanie. O północy idzie to zaskakująco lekko, bo nikt nie patrzy na zegar.
Sąsiedzi śpią, więc śpiewacie na granicy słyszalności. Absurd tego pomysłu jest jednocześnie jego całą zaletą.
Kawa, zapiekanka, rozmowa, która o tej porze schodzi na zupełnie inne tematy niż w dzień.
Kręgielnie działają do późna i po dwudziestej drugiej bywają tańsze. Dwie godziny, zero umiejętności wymaganych.
Krzesła, koce, klamerki, lampki. Brzmi dziecinnie do momentu, w którym leżycie w środku z herbatą i nie chce wam się wychodzić.
Przewińcie archiwum do 2016 roku. Zażenowanie na poziomie, którego żaden film nie osiągnie.
To, co jest w szafce, w proporcjach z powietrza. Nazwa i etykieta obowiązkowe, przepis zapisany na przyszłość.
Jedzenie, ubrania, światło i film — wszystko w jednej barwie. Absurdalne ograniczenie, które organizuje cały wieczór.
Fabułę trzeba zgadywać z obrazu. Potem sprawdzacie opis i porównujecie z tym, co wam wyszło.
| Czas | Ile pozycji | Przykład |
|---|---|---|
| ⚡ Pół godziny | 25 pomysłów | Zróbcie mistrzostwa w rzucaniu do kosza |
| 🕐 Godzina–dwie | 91 pomysłów | Zbudujcie fort z koców |
| 🌌 Cała noc | 24 pomysły | Zróbcie maraton jednego reżysera |
Do wyboru jest 114 pomysłów. Na start najlepiej sprawdzają się „Wymyślajcie historie mijanych ludzi", „Obejrzyjcie stare reklamy z lat dziewięćdziesiątych" i „Zróbcie mapę myśli czegoś kompletnie bezużytecznego" — są tanie albo darmowe i nie wymagają przygotowania. Pełna lista jest na tej stronie, a przycisk losowania wybierze jeden pomysł za Ciebie, jeśli sam wybór jest problemem.
Na tej liście 25 zajmie do 30 minut, 91 — godzinę–dwie, a 24 — cały wieczór albo całą noc — część pasuje do więcej niż jednego przedziału, więc liczby nie sumują się do 114. Jeśli masz mało czasu, zacznij od pozycji „Zróbcie mistrzostwa w rzucaniu do kosza". Na dłuższy wieczór lepiej wziąć coś, co ma naturalny koniec, zamiast zajęcia, które urwiesz w połowie.
83 z 114 nie kosztuje nic — na przykład „Zróbcie maraton jednego reżysera" albo „Zbudujcie fort z koców". Pozostałe wymagają drobnych wydatków, a 4 wymagają realnych pieniędzy. Oznaczenia budżetu są przy każdej karcie.
Nie. 86 z 114 zrobisz u siebie, 28 wymaga wyjścia. Jeśli jest późno albo pogoda odpada, filtr „W domu" zostawi tylko tę pierwszą grupę.